Minęło
18 miesięcy od wydania płyty "Eight". Jakie są twoje odczucia na ten
temat?
Jestem
ogromnie dumny z tego albumu. To było osobiście dla mnie bardzo ważne,
podoba mi się, że każda piosenka jest jasna, czysta i pewna siebie.
Lubię także to uczucie "niedoprodukowania". To był najłatwiejszy i
najmniej kłopotliwy album jaki nagraliśmy i jestem szczególnie wdzięczny
Michael'owi i Dean'owi za nastrój w jakim pracowaliśmy.
Co
się dzieje z zespołem w chwili obecnej?
W
pewnym sensie jesteśmy mniej jednością niż bywaliśmy wcześniej. Jest
kilka powodów. Najbardziej oczywisty jest ten geograficzny. Nelson
znów mieszka w Essex, a Dave przeniósł się do Devon, jesteśmy rozsiani
po Anglii jak to tylko możliwe. Jest też prawdą, że każdy zespół dochodzi
do momentu, gdzie każdy jego członek chce realizować także własne
pomysły bez opuszczania go. Muszę powiedzieć, że wpłynęło to na nas
bardzo korzystnie, wykrzesało z nas iskrę, dodało magii i spójności
naszym występom - gra się nam razem doskonale, robimy to instynktownie
i nikt nie czuje się powstrzymywany ograniczeniem bycia w zespole.
Mówiło
się wiele na temat solowej płyty. Co się dzieje?
Mam
nagrany album w połowie, pełen melancholijnych piosenek (coś w klimacie
"Marry the Sea") ale obecnie chwilowo musiałem to odłożyć. Obecnie
pracuję nad całkowicie innymi pomysłami i piosenkami, ale jeszcze
nie chciałbym o tym mówić zbyt wiele. Mam nadzieję skończyć obydwa
te projekty w tym roku, aby wydać je w 2002.
Czy
sam jesteś ich producentem jak w przypadku "Eight"?
W
początkowych etapach, tak. Ale na kilku etapach chciałbym współpracować
z producentem z zewnątrz oraz z kimś kto to zmiksuje.
Rozumiem,
że nie chcesz o tym mówić zbyt wiele, ale powiedz jakie są twoje obecne
zainteresowania i inspiracje?
To
trudno określić. Po pierwsze są słowa, które piszę, potem muzyka ale
często źródła inspiracji są różne. To czego słucham jest jak zwykle
bardzo różne - podczas bałtyckiej trasy słuchaliśmy jamajskiego Blubeatu
z początku lat 60 - tych, The Who, Quadrophenia oraz Eminem'a. Ostatnio
słucham dużo Flamenco, wczesnego Neil'a Young'a, arabskiej muzyki,
którą przysłała mi siostra z Kairu, Arvo Part (Estoński zespół grający
nowoczesną muzykę klasyczną), a także moja stałą dawkę Motown oraz
Northern Soul. Naprawdę najróżniejszych rodzajów.
Nie
zbyt dużo Rocka … Co myślisz na temat "New Metal" pochodzącego za
stanów i kroczącego przez Europę?
Nigdy nie byłem wielkim fanem Rock'a. Rockowe zespoły, które lubiłem
to - The Clash, Noir Desir, Killing Joke, wszystkie miały w sobie
pierwiastek czegoś innego - poczucie romantyczności, duchowości, piękna
albo czegoś co jest nieobecne w wielu rockowych kapelach. Wydaje się,
że coś nowego zaczyna się dziać obecnie - albo przynajmniej jest to
powrót do starszych klimatów. Stykam się z muzyką "new metal" dzięki
11-13 letnim dzieciakom z mojej ulicy i widzę w niej wiele podobieństw
do tego co grali Huskerdu czy Nirvana albo do hip-hop-metalu zapoczątkowanego
przez Bad Brains i podobne im kapele 20 lat temu. Ciągle, to co skłania
młodych ludzi do kupienia gitary i grania z pasją musi być dobre.
Nie mogę powiedzieć, że tak naprawdę wiem "co się dzieje". Mam wrażenie,
że ludzie są zmęczeni wszechobecną muzyką dance, popem oraz wszelkimi
odmianami hip-hopu, chcą czegoś innego. Też się z tym zgadzam.....
Widziałem ostatnio kilka koncertów, ale to nic szczególnego, z jednym
wyjątkiem Queens of the Stone Age, są naprawdę ekscytującą kapelą,
najbardziej ekscytującą jaką widziałem od czasów Nirvany. Będą grać
przed nami podczas tegorocznego Bizarre Festival (z tego co wiem)
więc nie mogę się doczekać.
A
jeśli chodzi o pisanie tekstów, to co chcesz przekazać?
Ostatnio
w Wlk. Brytanii odbyły się wybory i jak u większość ludzi, cały ten
proces wzbudza we mnie wstręt. Do mediów jeszcze większy niż do polityków...
Nawet polityczne tchórzostwo Blair'a oraz prawicowy populistyczny
idiotyzm Konserwatystów jest niczym w porównaniu do narcystycznej
i przytłaczającej arogancji mediów. W międzyczasie Wlk. Brytania psuje
się od środka. Zawsze myślałem, że stara brytyjska klasa oraz imperium
brytyjskie umarły śmiercią naturalną, ale nie. To jest jak potwór
ze starego filmu, którego nie da się tak łatwo zabić. Mamy zamiar
kontynuować jego likwidację, spalić go i pogrzebać, dopóki coś nowego
nie wyrośnie, co będzie miało spójność społeczną, szacunek i piękno.
Powiedziawszy to, jak wielu ludzi, którzy zaczynają życie pełni nadziei
i wiary w budowanie lepszego świata, staję się coraz mniej cierpliwy.
Coraz bardziej fascynuje mnie moje własne sąsiedztwo tutaj w Bradford,
które jest szczególnie interesującym miastem, osobiste relacje pomiędzy
ludźmi i różnice między nimi, a także relacje z naturą i Bogiem (jakkolwiek
nazwiemy ten głębszy wymiar naszego życia).
Niektórzy
twierdzą, że brakuje im politycznych tekstów i waszej "gniewności"
na "Strange Brotherhood" oraz na "Eight".
Nie
zacząłem pisać piosenek tylko po to aby mówić o polityce - niestety
często ludzie właśnie tak myślą. Nawet "Vengeance" zawierała teksty
o sprawach osobistych i społecznych, także w rzeczywistości zawsze
nasze płyty były mieszanką tematów. Poza tym, na "Eight" jest wiele
politycznych akcentów. Większość z nich pojawiła się w piosence "R&R"
- każdy wers tej piosenki zawiera wystarczającą ilość różnych poglądów
i wściekłości, że wystarczyłoby na połowę albumu. Jestem pewien, że
mówiłem to wiele razy, że nie jest tak, że rzeczy w które wierzę się
zmieniły (chociaż wiek oraz doświadczenie podsunęły mi trochę inne
priorytety - jak każdemu); jest ważne dla mnie, aby nie pisać w kółko
tej samej piosenki.
Zmieńmy
temat, jak udał się koncert z okazji 20-tych urodzin zespołu?
Koncert
w Nottingham był naprawdę bardzo emocjonalnym przeżyciem dla mnie
- jako całość - klub, publiczność, atmosfera, piosenki które wybraliśmy
do zagrania... tak naprawdę wszystko. Spędziłem wiele czasu z Michael'em
na miksowaniu dźwięku do video z tego koncertu i to była prawdziwa
wykonywana z pasją praca, ale słuchanie tego w kółko było wyczerpujące.
Koncerty, które zagraliśmy w grudniu były nieco inne. Wydaje się to
dobrym pomysłem, zagranie 57 różnych piosenek w ciągu dwóch wieczorów
(to tylko jedna trzecia całości naszego repertuaru), ale mówiąc szczerze,
przekonaliśmy się, że wbicie do głowy tylu piosenek jest tak wymagające,
że nie ma już czasu na rozkoszowanie się koncertami. Myślę, że Nelson
w szczególności odwalił kawał dobrej roboty, aby spamiętać tak wiele
skomplikowanych partii basowych. Było wspaniale zagrać ponownie z
Markiem Feltham'em, a także z Edem Alleyne Johnson'em (ostatnio kilka
razy). Także publiczność, szczególnie drugiej nocy w Londynie była
niesamowita.
Czy
nie sfilmowaliście londyńskich koncertów? Co się dzieje z nimi obecnie?
Sfilmowaliśmy.
Ale obecnie jestem zajęty pisaniem i wypróbowywaniem nowych pomysłów
i po spędzeniu zeszłej jesieni wielu godzin na miksowaniu koncertu
z Nottingham, nie śpieszy mi się do kolejnego miksowania pięciu godzin
starego materiału. Podobnie, Jean-Manuel Moreau, który sfilmował to
wszystko, jest bardzo zajęty projektem Macuna, tak więc ma bardzo
mało czasu na edycję naszego materiału. To w końcu zostanie zrobione...
a w międzyczasie myślę, że video z Nottingham jest doskonałe.
Zaśpiewałeś
na płycie Macuna. Jak do tego doszło? 
To
proste, znam się z Jean-Manuel'em od kilku lat, poprosił mnie i wydawało
się to być interesujące. To rodzaj trip-popowej piosenki, a ja śpiewam
wersję "Whitelight" w duecie z Lydią, brazylijską piosenkarką, która
śpiewa po portugalsku, ale niestety nie mieliśmy okazji razem spotkać
się w studio.
A
jaka była bałtycka trasa z Dean'em oraz trasa Red Sky Coven?
Była
rodzajem przygody jakie najbardziej lubię. Prostota z założenia -
tylko Dean, Scanners i ja podróżowaliśmy samochodem z kilkoma gitarami
i syntezatorem, grając w małych klubach mieliśmy bezpośredni kontakt
z publicznością. Powróciliśmy do Skandynawii po długiej nieobecności,
przemierzaliśmy zmrożony Bałtyk, udało nam się także przedrzeć przez
zaspy śnieżne w Polsce, no i ci wszyscy ludzie, których spotkaliśmy
podczas trasy…. Dean jest wspaniałym i elastycznym muzykiem i jak
sądzę każdej nocy udawało nam się uzyskać taką samą emocjonalną intensywność
jaką wywołują koncerty NMA. Planuję więcej tego typu występów w przyszłości.
A jeśli chodzi o Red Sky Coven, te koncerty są jedyne w swoim rodzaju.
Joolz, Rev, Brett i ja jesteśmy przyjaciółmi tak długo odkąd pamiętam,
jako ludzie oraz jako artyści i szanujemy się wzajemnie. W Niemczech
RSC ma własną widownię - niezależną od NMA. Myślę, że w Wlk. Brytanii
musimy grać częściej aby więcej ludzi nas zrozumiało. Myślę, że czasami
ludzie czują zakłopotanie, ponieważ nie mają do czego tego porównać
- skala emocji, mieszanka muzyki i opowiadań.
A
co z zapowiadaną trasą solo po stanach?
Od
kilku lat chciałem zagrać w Ameryce ponownie, ponieważ uwielbiam trasy
koncertowe i ludzie tam chcą nas zobaczyć. Plan jest taki aby zacząć
solo (albo z Dean'em) i jeśli będzie odpowiednie zainteresowanie sprowadzić
resztę zespołu. Zostało to przełożone ponownie, dopóki nie znajdziemy
wytwórni, która wyda nasz aktualny katalog (jest to bliższe realizacji
niż przed kilku laty). Są także zwykłe problemy z pozwoleniem na pracę.
Jednak, to w końcu dojdzie do skutku...
Jakie
inne projekty odłożyłeś na później?
Zbyt
wiele - szczególnie wiele rzeczy w studio. Są pilne plany opracowania
i wydania B-Sides and Abandoned Tracks Part 2 (z B-stronami ze Strange
Brotherhood oraz trochę niepublikowanego materiału z ostatnich 10
lat). Są także plany "odświeżenia" i ponownego wydania albumu Joolz'
z 1991 roku "Weird Sister". W niedalekiej przyszłości, będę pisał
i nagrywał soundtrack towarzyszący trzeciej powieści Joolz "Borrowed
Light" (prawdopodobnie kwiecień przyszłego roku) - jak soundtrack
do filmu tyle, że dla książki. Zostałem także poproszony o produkcję
nowego albumu Rev'a Hammer'a, co jest dla mnie czymś co naprawdę będzie
dla mnie przyjemnością.
Czytujesz
wiadomości z waszego noticeboardu?
Czasami.
Ludzie niekiedy dopytują się dlaczego nie wypowiadasz się na tamtejszym
forum. Jaka jest twoja opinia na temat takich spraw jak "pogowanie"
na koncertach, ulubione piosenki i płyty, nawet gramatyka w teksach
(!) i ostatnio głośny przypadek Timothy McVeigh'a oraz sprawa kary
śmierci?
Jedna
z rzeczy jaka zawsze ceniłem w naszej widowni jest jej różnorodność
i niezależność. Jeśli jesteś przygotowany na śledzenie zespołu, który
nie należy do żadnej muzycznej kategorii i jest w dużej mierze ignorowany
przez media, świadczy to o niezależności twego umysłu. Myślę, że nasza
publiczność odzwierciedla różnorodność obecnych członków zespołu,
to skąd pochodzą, ich wiek oraz światopogląd. Myślę, że Noticeboard
jest miejscem dowolnych wypowiedzi na każdy temat, poważnych lub nie,
bezpośrednio związany z NMA albo nie i dzięki temu na swoją korzyść
pozostaje niezależny od zdania członków zespołu albo jakiejś jednej
myśli. Ale teraz pytasz mnie bezpośrednio... Po pierwsze, "pogowanie":
gramy muzykę o pewnym natężeniu i zawsze była na nią żywiołowa reakcja.
Chociaż z tego co widzę ze sceny, to nie sądzę aby nasze koncerty
były generalnie niebezpieczne. Jeśli idę na koncert i znajdę się w
części parkietu gdzie ludzie chcą coś wyrazić, powiedzmy to, bardziej
żywiołowo niż ja, wtedy pójdę i stanę gdzieś indziej. Nie widzę w
tym problemu... Oczywiście sprawy z ulubionymi piosenkami są dla nas
interesujące. Kiedy poprosiliśmy ludzi aby wskazali trzy piosenki
które mamy zagrać Rock City, wytypowali ponad sto piosenek. Spośród
tego wszystkiego co ludzie mówili o NMA, najbardziej dumny jestem
właśnie z tego jednorazowego votum zaufania.
Gramatyka
w tekstach? Hmm...
Nie
śledziłem tego całego cyrku medialnego traktującego o egzekucji Timothy
McVeigh'a, więc nie reaguję na to w sposób dramatyczny, tak jak niektórzy
ludzie. Zauważyłem, że w podobnych przypadkach do tego często cytuje
się tekst piosenki "Vengeance". Napisałem tę piosenkę w ślepej furii
po zobaczeniu próby zrobienia wywiadu w TV ze znanym hitlerowskim
zbrodniarzem w Argentynie w 1981 roku: to była raczej instynktowna
reakcja niż moja ostateczna filozofia. Nie są też nią słowa "killing
the bastard". Powiem jedynie, że wierzę, że aby społeczeństwo jakoś
egzystowało, sprawiedliwość musi być widoczna i odczuwalna. Osobiście,
nie mam moralnych problemów z ideą stosowania kary śmierci. Jednak
zważywszy na ułomne funkcjonowanie naszych systemów sprawiedliwości,
gdzie niewinni ludzie są często skazywani, jestem zupełnie przeciwny
karze śmierci w praktyce. Przypadek Timothy McVeigh'na jest także
interesujący jako ponowny wzrost działalności wywiadów i tajnych agentów.
Jest bardzo prawdopodobne, że McVeigh nie działał sam. Przypominam
sobie rok 1970, kiedy mieszkałem w Belfaście, gdzie armia brytyjska,
IRA, RUC (północno-irlandzka Policja) i wiele innych paramilitarnych
organizacji miało głęboko zakonspirowane służby wywiadowcze infiltrujące
się nawzajem... gdzie granica, kto obecnie pracuje dla kogo całkowicie
się zamazała. Nie jestem zagorzałym zwolennikiem teorii spisku, ale
jest pewne, że rządy państw mają dostęp do wielu informacji, których
nigdy nie poznamy. Piosenka "Brother" wydaje się być aktualna w tej
chwili.
Co
sądzisz o zamieszkach w Oldham i jak wygląda sytuacja w Bradford?
Zauważyłem
wiele rozsądnych wypowiedzi na temat Oldham co dowodzi, że było warto.
Chociaż jest niemożliwe aby dać elegancką i krótką odpowiedź na tego
typu pytanie - także cokolwiek powiem może zdezaktualizować się w
każdej chwili. Nie znam dobrze Oldham, ale trochę znam Bradford. Wyraźnie
czuć napięcie w powietrzu, gangi wyrostków wszelkich kolorów skóry
i o różnym pochodzeniu etnicznym wałęsają się znudzone w poczuciu
niezrealizowanych oczekiwań materialnych oraz subkulturze macho. To
nie jest dobra mieszanka. Ale oczywiście i teraz i wtedy występowały
jakieś akty przemocy oraz tego typu zdarzenia które poprowadziły mnie
do napisania "Brother" w 1996 roku. Ale to nie jest to samo co bycie
na krawędzi jakiejś pożerającej wszystko wojny rasowej, jak niektórzy
ludzie w mediach chcieliby nas uważać. Jeśli idziesz przez miasto,
nie masz uczucia zbliżającego się "dnia zagłady". Generalnie, jest
im dobrze w ich życiu. Jak zwykle media tylko pogarszają sprawę. Lokalna
prasa jest zwykle bardziej odpowiedzialna (przecież ludzie którzy
w niej pisują mieszkają w tym samym mieście), ale krajowe media wręcz
uwielbiają jeszcze "wtykać kij w mrowisko", a potem ubolewać nad tym
wszystkim co tak właściwie sami wywołali. Oczywistą różnicą pomiędzy
Oldham a Bradford w tym momencie jest zaangażowanie brytyjskiej Partii
Pracy. Odnosili oczywiście sukcesy w systematycznym prowokowaniu zamieszek
w Oldham do tej pory, ale pomimo wielu lat starań żadnej z faszystowskich
organizacji nie udało się uzyskać silnej pozycji w Bradford. To co
neonaziści prezentują, to zostało przywleczone z Leeds i Yorku, ale
zwykle ludzie w Bradford są odporni na to, co ktoś z zewnątrz mówi
im co mają zrobić. Chociaż nie jest to najlepszy czas na samozadowolenie.
Jakieś
wiadomości od Roberta?
Wierzę,
że ma się dobrze, jest z rodziną, tworzy muzykę i zajmuje się ogrodem.
Co
zagracie podczas nadchodzących festiwali?
Zaczekaj
i zobacz.
Tłumaczenie
- Jan Drabowicz oraz Małgorzata Andrzejewska (wielkie dzięki).